Jeśli nie przeczytałeś/łaś poprzedniego posta, zalecam to zrobić, by dowiedzieć się trochę o fabule ;)
___________________________________________________________________________________
-CHOLERAA!!! -Krzyknęłam. Mój budzik, nie raczył mnie dzisiaj obudzić, w związku z czym, zaspałam. Za dziesięć minut, przyjechać po mnie miała zamówiona taksówka. Wyskoczyłam spod kołdry jak poparzona, i doskoczyłam do ubrań, które specjalnie sobie przygotowałam. Była to czarna bluzka, bez boków, która kończyła się supełkami, oraz białe dżinsowe spodenki. W takim samym tempie, w jakim wstałam z łóżka, pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, i wykonałam rutynowe czynności. Przez ten pośpiech, nawet nie poczułam zapachu kakaa, który unosił się w powietrzu. Zbiegłam do kuchni, w której przy palniku, stałą moja mama.
-O! Hej Neomi. -Powiedziała spokojnie
-Czemu ty taka spokojna ?! Za dwie minuty taksówka! -Krzyczałam. Ta, popatrzyła na mnie jak na wariatkę
-Jaka taksówka ? Umawialiśmy się, że wyjedziesz o dziesiątej... -Powiedziała, wymachując łopatką do naleśników
-Nooo...? A jest za 2 minu...-Przerwałam. Spojrzałam na zegar, wiszący na ścianie, po czym przywaliłam sobie w czoło
-Jest za 2 minuty...dziewiąta -Dokończyła za mnie moja mama. Nic już nie powiedziałam, i usiadłam na krześle naburmuszona. Resztę czasu, spędziłam na rozkoszowaniu się naleśnikami
-Nie stresujesz się, przed jutrem ? -Zapytała, podając mi kubek. Westchnęłam
-Nawet nie wiesz, jak bardzo...-Wymamrotałam. Nigdy jeszcze nie przeprowadzałam się w ciągu roku szkolnego, więc to będzie mój pierwszy raz -Wszystko musi pójść I-DE-AL-NIE! -Dodałam z uśmiechem, a moja rodzicielka prychnęła roześmiana. Gdy skończyłam jeść, przepyszne śniadanie, usłyszałam jak po schodach schodzi mój tata.
-Cześć wam...Neomi... Jesteś gotowa ? -Zapytał zatroskany. Przytaknęłam
-Już czas ? -Zapytałam. Ten przytaknął -Tak szybko dorosłaś... Jeszcze nie dawno uczyłem Cię, jak budować zamki z piasku... Ahhh! Pamiętam to, jakby to było wczoraj! -Marzył, zaśmiałam się lekko
-No już! Nie wzruszaj się tak! -Powiedziała mama, klepiąc go po plecach. Naprawdę nie chciałam się przeprowadzać, lecz było to nie nieuniknione, ponieważ moja szkoła zbankrutowała, i musiałam sobie poradzić. Westchnęłam cicho, po czym poszłam do góry. Zabrałam swój ulubiony plecak, który napakowany był różnymi rzeczami, oraz dwie walizki, i zeszłam na dół. Taksówka już czekała. Westchnęłam smutno, i razem z rodzicami, wyszliśmy na dwór. Dorośli popatrzyli na mnie smutno, lecz dumnie. Uśmiechnęłam się
-Przecież nie jadę na wojnę! -Zaśmiałam się, lecz w duchu też byłam smutna.
-Trzymaj się kochanie...-Powiedziała mama, podchodząc do mnie, i tuląc mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk. Bardzo nie lubiłam się żegnać. Następnie, popatrzyłam na ojca. Ten uśmiechnął się, i także mnie przytulił
-Nie rób tam żadnych głupstw... -Powiedział. Przytaknęłam, i zaczęłam pakować walizki do bagażnika. Nie musiałam zegnać się z nikim innym, ponieważ załatwiłam to już wczoraj. Wsiadłam do taksówki. Pomachałam im jeszcze raz, po czym poczułam, jak samochód rusza. Czekała mnie długa droga, więc zamknęłam oczy, i zasnęłam
Obudziło mnie hamowanie samochodu. Otworzyłam zaspane oczy. Znajdowaliśmy się w samym centrum miasta. Rozciągnęłam się
-Ile zapłacić ? -Zapytałam, wyjmując mój portfel
-O nie! Pani rodzice już zapłacili. -Powiedział kierowca. Popatrzyłam na niego zaskoczona
-W takim razie dziękuję...-Powiedziałam, po czym wysiadłam z pojazdu, i zabrałam swoje walizki z bagażnika. Katem oka dojrzałam czarne włosy. Dobrze wiedziałam, kto to jest
-Cześć ciociu! -Krzyknęłam, podchodząc do niej
-Kochana! Jak ty wyrosłaś ! Ale nadal jestem od ciebie wyższa...-Powiedziała, mierząc mnie, ze sobą
-Ja jeszcze "rosnę" ! -Powiedziałam z uśmiechem. Ta prychnęła
-Chodź. Pokażę Ci twój pokój. -Powiedziała. Dobrze znałam jej dom. Był piękny, w odcieniach szarego, czarnego i jaskrawo zielonego, a na zewnątrz, posiadał mały ogródek. Kobieta zaprowadziła mnie na pierwsze piętro, a następnie otwierając drzwi po prawej ich stronie. Moim oczom ukazał się piękny, duży, biały pokój, z meblami w takim samym kolorze. Najbardziej zachwycił mnie ogromny dywan, oraz dwuosobowe łóżko. Miałam także biurko, na którym stałą lampka, dwa stoliki nocne, dwie szafy, oraz małą łazienkę.
-Ale ładnie... Dziękuję! -Powiedziałam, przytulając kobietę. Ta zaśmiała się
-Nie ma za co. Rozpakuj się. Jakby co, to jestem w kuchni...-Powiedziała, po czym zeszła na dół, zamykając drzwi. Od razu zabrałam się do roboty. Wyjęłam mojego laptopa, który znajdował się w walizce, po czym zaczęłam rozkładać ubrania do szaf i szafek. Zajęło mi to jakieś półgodziny. Postanowiłam pooglądać widoki za oknem. Mieszkałyśmy w centrum miasta, więc wszędzie miałam blisko. Dookoła znajdowały się centrum handlowe, butiki, park i inne sklepy. Nie mogłam się napatrzyć, i pewnie dalej bym się tym zachwycała, gdyby nie ciocia, która zawołała mnie
-Neomi! Kolacja! -Krzyknęła. Zbiegłam po schodach, i w podskokach wpadłam do kuchni. Ciocia przygotowała stos moich ulubionych kanapek. Popatrzyłam na nią rozczulona
-Jak ty mnie dobrze znasz...-Powiedziałam, i rzuciłam się na jedzenie, jak wygłodniała. Ta tylko zaśmiała cicho. Gdy na talerzu zostały tylko samotne okruszki, oparłam się o krzesło z westchnieniem. Po kilkuminutowym siedzeniu bezczynnie, postanowiłam coś zrobić. Podniosłam się powoli
-Pójdę spać...Dobranoc ciociu! -Powiedziałam. Ta odpowiedziała mi szybkim "Dobranoc", po czym zniknęła w odmętach kuchni. Szybko wyjęłam z szafy swoją ulubioną piżamę, i poszłam się umyć. gdy byłam gotowa, wskoczyłam pod kołdrę, i zaczęłam oglądać niebo, przez okno, po czym zasnęłam/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz