poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział I

Jeśli nie przeczytałeś/łaś poprzedniego posta, zalecam to zrobić,  by dowiedzieć się trochę o fabule ;)
___________________________________________________________________________________
-CHOLERAA!!! -Krzyknęłam. Mój budzik, nie raczył mnie dzisiaj obudzić, w związku z czym, zaspałam. Za dziesięć minut, przyjechać po mnie miała zamówiona taksówka. Wyskoczyłam spod kołdry jak poparzona, i doskoczyłam do ubrań, które specjalnie sobie przygotowałam. Była to czarna bluzka, bez boków, która kończyła się supełkami, oraz białe dżinsowe spodenki. W takim samym tempie, w jakim wstałam z łóżka, pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, i wykonałam rutynowe czynności. Przez ten pośpiech, nawet nie poczułam zapachu kakaa, który unosił się w powietrzu. Zbiegłam do kuchni, w której przy palniku, stałą moja mama.
-O! Hej Neomi. -Powiedziała spokojnie
-Czemu ty taka spokojna ?! Za dwie minuty taksówka! -Krzyczałam. Ta, popatrzyła na mnie jak na wariatkę
-Jaka taksówka ? Umawialiśmy się, że wyjedziesz o dziesiątej... -Powiedziała, wymachując łopatką do naleśników
-Nooo...? A jest za 2 minu...-Przerwałam. Spojrzałam na zegar, wiszący na ścianie, po czym przywaliłam sobie w czoło
-Jest za 2 minuty...dziewiąta -Dokończyła za mnie moja mama. Nic już nie powiedziałam, i usiadłam na krześle naburmuszona. Resztę czasu, spędziłam na rozkoszowaniu się naleśnikami
-Nie stresujesz się, przed jutrem ? -Zapytała, podając mi kubek. Westchnęłam
-Nawet nie wiesz, jak bardzo...-Wymamrotałam. Nigdy jeszcze nie przeprowadzałam się w ciągu roku szkolnego, więc to będzie mój pierwszy raz -Wszystko musi pójść I-DE-AL-NIE! -Dodałam z uśmiechem, a moja rodzicielka prychnęła roześmiana. Gdy skończyłam jeść, przepyszne śniadanie, usłyszałam jak po schodach schodzi mój tata.
-Cześć wam...Neomi... Jesteś gotowa ? -Zapytał zatroskany. Przytaknęłam
-Już czas ? -Zapytałam. Ten przytaknął -Tak szybko dorosłaś... Jeszcze nie dawno uczyłem Cię, jak budować zamki z piasku... Ahhh! Pamiętam to, jakby to było wczoraj! -Marzył, zaśmiałam się lekko
-No już! Nie wzruszaj się tak! -Powiedziała mama, klepiąc go po plecach. Naprawdę nie chciałam się przeprowadzać, lecz było to nie nieuniknione, ponieważ moja szkoła zbankrutowała, i musiałam sobie poradzić. Westchnęłam cicho, po czym poszłam do góry. Zabrałam swój ulubiony plecak, który napakowany był różnymi rzeczami, oraz dwie walizki, i zeszłam na dół. Taksówka już czekała. Westchnęłam smutno, i razem z rodzicami, wyszliśmy na dwór. Dorośli popatrzyli na mnie smutno, lecz dumnie. Uśmiechnęłam się
-Przecież nie jadę na wojnę! -Zaśmiałam się, lecz w duchu też byłam smutna.
-Trzymaj się kochanie...-Powiedziała mama, podchodząc do mnie, i tuląc mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk. Bardzo nie lubiłam się żegnać. Następnie, popatrzyłam na ojca. Ten uśmiechnął się, i także mnie przytulił
-Nie rób tam żadnych głupstw... -Powiedział. Przytaknęłam, i zaczęłam pakować walizki do bagażnika. Nie musiałam zegnać się z nikim innym, ponieważ załatwiłam to już wczoraj. Wsiadłam do taksówki. Pomachałam im jeszcze raz, po czym poczułam, jak samochód rusza. Czekała mnie długa droga, więc zamknęłam oczy, i zasnęłam

Obudziło mnie hamowanie samochodu. Otworzyłam zaspane oczy. Znajdowaliśmy się w samym centrum miasta. Rozciągnęłam się
-Ile zapłacić ? -Zapytałam, wyjmując mój portfel
-O nie! Pani rodzice już zapłacili. -Powiedział kierowca. Popatrzyłam na niego zaskoczona
-W takim razie dziękuję...-Powiedziałam, po czym wysiadłam z pojazdu, i zabrałam swoje walizki z bagażnika. Katem oka dojrzałam czarne włosy. Dobrze wiedziałam, kto to jest
-Cześć ciociu! -Krzyknęłam, podchodząc do niej
-Kochana! Jak ty wyrosłaś ! Ale nadal jestem od ciebie wyższa...-Powiedziała, mierząc mnie, ze sobą
-Ja jeszcze "rosnę" ! -Powiedziałam z uśmiechem. Ta prychnęła
-Chodź. Pokażę Ci twój pokój. -Powiedziała. Dobrze znałam jej dom. Był piękny, w odcieniach szarego, czarnego i jaskrawo zielonego, a na zewnątrz, posiadał mały ogródek. Kobieta zaprowadziła mnie na pierwsze piętro, a następnie otwierając drzwi po prawej ich stronie. Moim oczom ukazał się piękny, duży, biały pokój, z meblami w takim samym kolorze. Najbardziej zachwycił mnie ogromny dywan, oraz dwuosobowe łóżko. Miałam także biurko, na którym stałą lampka, dwa stoliki nocne, dwie szafy, oraz małą łazienkę.
-Ale ładnie... Dziękuję! -Powiedziałam, przytulając kobietę. Ta zaśmiała się
-Nie ma za co. Rozpakuj się. Jakby co, to jestem w kuchni...-Powiedziała, po czym zeszła na dół, zamykając drzwi. Od razu zabrałam się do roboty. Wyjęłam mojego laptopa, który znajdował się w walizce, po czym zaczęłam rozkładać ubrania do szaf i szafek. Zajęło mi to jakieś półgodziny. Postanowiłam pooglądać widoki za oknem. Mieszkałyśmy w centrum miasta, więc wszędzie miałam blisko. Dookoła znajdowały się centrum handlowe, butiki, park i inne sklepy. Nie mogłam się napatrzyć, i pewnie dalej bym się tym zachwycała, gdyby nie ciocia, która zawołała mnie
-Neomi! Kolacja! -Krzyknęła. Zbiegłam po schodach, i w podskokach wpadłam do kuchni. Ciocia przygotowała stos moich ulubionych kanapek. Popatrzyłam na nią rozczulona
-Jak ty mnie dobrze znasz...-Powiedziałam, i rzuciłam się na jedzenie, jak wygłodniała. Ta tylko zaśmiała cicho. Gdy na talerzu zostały tylko samotne okruszki, oparłam się o krzesło z westchnieniem. Po kilkuminutowym siedzeniu bezczynnie, postanowiłam coś zrobić. Podniosłam się powoli
-Pójdę spać...Dobranoc ciociu! -Powiedziałam. Ta odpowiedziała mi szybkim "Dobranoc", po czym zniknęła w odmętach kuchni. Szybko wyjęłam z szafy swoją ulubioną piżamę, i poszłam się umyć. gdy byłam gotowa, wskoczyłam pod kołdrę, i zaczęłam oglądać niebo, przez okno, po czym zasnęłam/

Zaczynamy ?

Witam, witam ^^ Miło mi, że tu zajrzałeś/łaś. Może najpierw powiem, o co chodzi... Na tym blogu, pisać będę opowiadanie, na podstawie gry "Słodki Flirt". Na razie nie wiem, czy będzie tutaj coś z fabuły, ale mam nadzieję, że nie zapasuję wam rozgrywki.



                                GŁÓWNA BOHATERKA

Jej imię brzmi Neomi Simmons. Urodziny obchodzi 10 Stycznia*. Ma ona jasno brązowe włosy, oraz szare oczy. Posiada ona 15 lat, i jest w pierwszej klasie liceum Słodki Amoris ;) Jest jedynaczką, więc w dzieciństwie zawsze musiała chodzić do koleżanek, aby się pobawić. Miała kochających ją rodziców, lecz przeprowadza się ona do swojej cioci, Agaty, która mieszkała niedaleko morza, do którego miała około godzinki drogi.


Bez przedłużania, zapraszam, do lektury pierwszego rozdziału ^^!




________________________________________________________

1. 10 Stycznia, Jedna, z najważniejszych dla mnie dat, więc przelałam ją do opowiadania.