czwartek, 8 czerwca 2017

Rozdział II

Obudziły mnie denerwujące promienie słońca. które wdarły się do mojego pokoju poprzez uchylone okno. Z westchnieniem otworzyłam oczy, i powoli podniosłam się z wygodnego materaca
-No dobrze Neośka... Dzisiaj twój pierwszy dzień w nowej szkole... -Szepnęłam sama do siebie, i stanęłam przed rozchylonymi drzwiami szafy, długo zastanawiając się nad strojem. W końcu, wybrałam czarne rurki, a do tego bluzkę w paski. Szybko podreptałam wprost do łazienki, i zaczęłam przebierać się jak najszybciej umiałam. Gdy strój miałam już za sobą, postanowiłam pomalować sobie lekko twarz, w mój ulubiony sposób. Gdy wykonałam resztę rutynowych czynności, zabrałam plecak, i spakowałam do niego zeszyty, i inne przybory, które zakupiłam kilka dni przez wyjazdem do nowego miasta. Po piętnastu minutach, zarzuciłam plecak na ramię, i powoli zeszłam na dół, aby przywitać się z Ciocią, jednak nie było mi to dane. W pomieszczeniu nie było nikogo, lecz na stole dostrzegłam małą karteczkę, przy której leżały klucze i bilet na autobus. Spakowałam wymienione przed chwilką rzeczy, i zabrałam się do czytania:
"Kochana Neomi. Przepraszam, że nie dałam rady odwieźć Cię do szkoły, ale zostałam pilnie wezwana do szpitala. Kupiłam Ci już bilet miesięczny, więc na razie nie masz się czym martwić. Klucze możesz sobie zatrzymać, mam jeszcze kilka zapasowych. "

Gdy przeczytałam, zauważyłam jeszcze mały dopisek, na tyle kartki, który wspominał o numerze autobusu, który będzie jechać w kierunku. Szybko zapamiętałam numerek, i odwracając się na pięcie, zmierzałam do drzwi. Szybko ubrałam moje czarne trampki, i wyszłam z domu, po czym zamknęłam go porządnie. Wzięłam głęboki oddech, i zaczęłam zmierzać przed siebie. Do przystanku dzieliło mnie tylko sto metrów, więc po chwili się przy nim znalazłam.
-C3, C3, C3... -Mówiłam do siebie, jeżdżąc palcem po rozkładzie jazdy. Gdy odnalazłam numer mojego autobusu, okazało się, że nie jeździ on AKURAT w ten dzień, w który go potrzebowałam. Moja twarz pobladła, ponieważ nie wiedziałam, co mam teraz robić. Postanowiłam trochę pochodzić, i sprawdzić, czy czasem same nie znajdę szkoły "Słodki Amoris". Po krótkim czasie, zauważyłam rozwieszone wszędzie plakaty, z jakimiś informacjami. Oczywiście, nie wspominałabym o tym bez powodu. Znalazłam na nich adres mojej nowej szkoły. Dopiero później skupiłam się na reszcie plakatu:
"Zapraszamy wszystkich na Koncert, w szkole "Słodki Amoris"!
Grane będą znane piosenki, jak i nowe kawałki!
Muzycy:
Lysander Smith

Kastiel Simmy
Nataniel Colly

14 WRZEŚNIA 17:00 - 19:30

Słodki Amoris, Ulica Miejska 23b
ZAPRASZAMY!"
Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie wiedziałam, że moja szkoła będzie prowadziła takiego rodzaju wydarzeniu.
Szybko odpędziłam moje myśli, i zaczęłam kierować się na ulicę Miejską, podążając za drogowskazami. Miałam jeszcze około piętnastu minut czasu, więc nie stresowałam się za bardzo. Ulica Miejscka, znajdowała się bliżej, niż myślałam. Musiałam przejść przez skrzyżowanie, i skręcić w prawo, po czym już mogłam dostrzec wielki dach szkoły. Wzięłam głęboki oddech, i wdreptałam na tłoczny dziedziniec szkoły. Wszystko wokół budynku, jak i same jego ściany, było bardzo zadbane. Trawnik wyglądał na przycinany codziennie, a drzewa posiadały po przycinane gałązki. Wszystko wyglądało bardzo mile, ale chciałam przekonać się na własnej skórze, jaki charakter ma ta szkoła. Powoli weszłam przez duże, niebieskie drzwi. W środku, szkoła wyglądała tak samo zadbanie. Niebieskie szafki, ustawione po obydwu stronach korytarza, były czyste, a na podłodze nie leżały żadne śmieci. Rozglądając się tak zapomniałam, że nie wiem, co mam ze sobą zrobić, więc gdy od razu sobie o tym przypomniałam, zaczęłam szukać jakiegoś biura, lub sekretariatu, aby móc załatwić tak zwaną "Papierkową robotę", Po kilkunastu sekundach łażenia w tę i we wtę, znalazłam coś takiego, jak pokój gospodarzy. Chrząknęłam, aby sprawdzić czy czasem nie mam chrypki, i pukając, otworzyłam niebieskie drzwi. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to wielki biurko, oraz niebieskie ściany, oświetlane przez promienie słońca. Następnie, zauważyłam wysokiego, dosyć przystojnego blondyna, w krawacie oraz koszuli. Jego wzrok spoczywał na stercie papierów przed nim, lecz gdy usłyszał pukanie, od razu zwrócił swoje oczy ku drzwiom
-Witam. Co Cię tu sprowadza ? -Zapytał, przyglądając mi się od stóp do głowy.
-D-Dzień Dobry... Jestem tutaj nowa, i wydawało mi się, że powinnam była się gdzieś zgłosić... -Powiedziałam moim wysokim głosem, jąkając się nieco.
-To dobrze pomyślałaś. Usiądź, a ja zaraz poszukam dokumentów. -Powiedział, wskazując krzesło przed biurkiem, a sam wstał, i zaczął grzebać w szufladach. Po chwili, wrócił do mnie z kilkoma papierami
-Więc tak... Ty jesteś Neomi Simmons ? -Zapytał, podnosząc wzrok od papierów, i zaczął wpatrywać się w moje szare oczy
-T-Tak. To ja... -Powiedziałam nieśmiało. Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo, i przytaknął kilka razy.
-Ja nazywam się Nataniel Colly. Jakbyś posiadała jakiś problem, lub potrzebowała zwolnienia, możesz śmiało się do mnie zwrócić... -Powiedział z uśmiechem, swoją wytrenowaną formułkę. Odwzajemniłam gest chłopaka, i powoli zabrałam dokumenty, i spakowałam do torby. Podziękowałam, i wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Wyjęłam z torby plan lekcji, i szybko sprawdziłam, co mam teraz w planach. Wyczytałam, że za dwie minuty rozpocząć się miała godzina wychowawcza w klasie B. Szybko schowałam papier do plecaka, i zaczęłam iść szybkim truchtem przez korytarz. Oczywiście, jak na moje szczęście, musiałam na kogoś trafić. Poczułam, jak upadam na ziemię, a zaraz potem, moja tylna część ciała uderzyła o podłogę. Szybko podniosłam wzrok, i zauważyłam chłopaka, z białymi włosami, w wiktoriańskich ubraniach i z różno kolorowymi oczyma. Chłopak na początku nie zrozumiał, co się stało, ale później szybko uklęknął obok mnie
-Przepraszam...! Nic Ci nie jest ? -Zapytał zatroskany. Uśmiechnęłam się krzywo, i przy pomocy chłopaka, wstałam na równe nogi
-To ja przepraszam. Nie patrzyłam gdzie idę... -Powiedziałam zmieszana. Chłopak uśmiechnął się, lecz w następnej chwili, odwrócił głowę do chłopaka, który stał kilka kroków od nas. Był on czerwono włosy. Wyglądał na typowego fana rock'a
-Już idę Kastiel... -Poinformował, i znowu odwrócił się do mnie. -Nie chcę być wścibski, ale chyba nigdy się jeszcze nie spotkaliśmy ? -Zapytał spokojnie, z małym uśmiechem na ustach. Przytaknęłam powoli.
-Przeprowadziłam się tutaj ostatnio. Raczej nie mieliśmy takiej okazji -Powiedziałam, nieco zmieszana. Chłopak przytaknął, i uśmiechnął się szerzej. Wyglądał na bardzo opanowanego i spokojnego.
-W takim razie, nazywam się Lysander... Miło mi Cię poznać. -Powiedział, kłaniając się lekko. Odwzajemniłam uśmiech, i westchnęłam cicho
-Ja jestem Neomi. Również mi miło -Powiedziałam, a zaraz po tym rozległ się dźwięk dzwon
ka

poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział I

Jeśli nie przeczytałeś/łaś poprzedniego posta, zalecam to zrobić,  by dowiedzieć się trochę o fabule ;)
___________________________________________________________________________________
-CHOLERAA!!! -Krzyknęłam. Mój budzik, nie raczył mnie dzisiaj obudzić, w związku z czym, zaspałam. Za dziesięć minut, przyjechać po mnie miała zamówiona taksówka. Wyskoczyłam spod kołdry jak poparzona, i doskoczyłam do ubrań, które specjalnie sobie przygotowałam. Była to czarna bluzka, bez boków, która kończyła się supełkami, oraz białe dżinsowe spodenki. W takim samym tempie, w jakim wstałam z łóżka, pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, i wykonałam rutynowe czynności. Przez ten pośpiech, nawet nie poczułam zapachu kakaa, który unosił się w powietrzu. Zbiegłam do kuchni, w której przy palniku, stałą moja mama.
-O! Hej Neomi. -Powiedziała spokojnie
-Czemu ty taka spokojna ?! Za dwie minuty taksówka! -Krzyczałam. Ta, popatrzyła na mnie jak na wariatkę
-Jaka taksówka ? Umawialiśmy się, że wyjedziesz o dziesiątej... -Powiedziała, wymachując łopatką do naleśników
-Nooo...? A jest za 2 minu...-Przerwałam. Spojrzałam na zegar, wiszący na ścianie, po czym przywaliłam sobie w czoło
-Jest za 2 minuty...dziewiąta -Dokończyła za mnie moja mama. Nic już nie powiedziałam, i usiadłam na krześle naburmuszona. Resztę czasu, spędziłam na rozkoszowaniu się naleśnikami
-Nie stresujesz się, przed jutrem ? -Zapytała, podając mi kubek. Westchnęłam
-Nawet nie wiesz, jak bardzo...-Wymamrotałam. Nigdy jeszcze nie przeprowadzałam się w ciągu roku szkolnego, więc to będzie mój pierwszy raz -Wszystko musi pójść I-DE-AL-NIE! -Dodałam z uśmiechem, a moja rodzicielka prychnęła roześmiana. Gdy skończyłam jeść, przepyszne śniadanie, usłyszałam jak po schodach schodzi mój tata.
-Cześć wam...Neomi... Jesteś gotowa ? -Zapytał zatroskany. Przytaknęłam
-Już czas ? -Zapytałam. Ten przytaknął -Tak szybko dorosłaś... Jeszcze nie dawno uczyłem Cię, jak budować zamki z piasku... Ahhh! Pamiętam to, jakby to było wczoraj! -Marzył, zaśmiałam się lekko
-No już! Nie wzruszaj się tak! -Powiedziała mama, klepiąc go po plecach. Naprawdę nie chciałam się przeprowadzać, lecz było to nie nieuniknione, ponieważ moja szkoła zbankrutowała, i musiałam sobie poradzić. Westchnęłam cicho, po czym poszłam do góry. Zabrałam swój ulubiony plecak, który napakowany był różnymi rzeczami, oraz dwie walizki, i zeszłam na dół. Taksówka już czekała. Westchnęłam smutno, i razem z rodzicami, wyszliśmy na dwór. Dorośli popatrzyli na mnie smutno, lecz dumnie. Uśmiechnęłam się
-Przecież nie jadę na wojnę! -Zaśmiałam się, lecz w duchu też byłam smutna.
-Trzymaj się kochanie...-Powiedziała mama, podchodząc do mnie, i tuląc mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk. Bardzo nie lubiłam się żegnać. Następnie, popatrzyłam na ojca. Ten uśmiechnął się, i także mnie przytulił
-Nie rób tam żadnych głupstw... -Powiedział. Przytaknęłam, i zaczęłam pakować walizki do bagażnika. Nie musiałam zegnać się z nikim innym, ponieważ załatwiłam to już wczoraj. Wsiadłam do taksówki. Pomachałam im jeszcze raz, po czym poczułam, jak samochód rusza. Czekała mnie długa droga, więc zamknęłam oczy, i zasnęłam

Obudziło mnie hamowanie samochodu. Otworzyłam zaspane oczy. Znajdowaliśmy się w samym centrum miasta. Rozciągnęłam się
-Ile zapłacić ? -Zapytałam, wyjmując mój portfel
-O nie! Pani rodzice już zapłacili. -Powiedział kierowca. Popatrzyłam na niego zaskoczona
-W takim razie dziękuję...-Powiedziałam, po czym wysiadłam z pojazdu, i zabrałam swoje walizki z bagażnika. Katem oka dojrzałam czarne włosy. Dobrze wiedziałam, kto to jest
-Cześć ciociu! -Krzyknęłam, podchodząc do niej
-Kochana! Jak ty wyrosłaś ! Ale nadal jestem od ciebie wyższa...-Powiedziała, mierząc mnie, ze sobą
-Ja jeszcze "rosnę" ! -Powiedziałam z uśmiechem. Ta prychnęła
-Chodź. Pokażę Ci twój pokój. -Powiedziała. Dobrze znałam jej dom. Był piękny, w odcieniach szarego, czarnego i jaskrawo zielonego, a na zewnątrz, posiadał mały ogródek. Kobieta zaprowadziła mnie na pierwsze piętro, a następnie otwierając drzwi po prawej ich stronie. Moim oczom ukazał się piękny, duży, biały pokój, z meblami w takim samym kolorze. Najbardziej zachwycił mnie ogromny dywan, oraz dwuosobowe łóżko. Miałam także biurko, na którym stałą lampka, dwa stoliki nocne, dwie szafy, oraz małą łazienkę.
-Ale ładnie... Dziękuję! -Powiedziałam, przytulając kobietę. Ta zaśmiała się
-Nie ma za co. Rozpakuj się. Jakby co, to jestem w kuchni...-Powiedziała, po czym zeszła na dół, zamykając drzwi. Od razu zabrałam się do roboty. Wyjęłam mojego laptopa, który znajdował się w walizce, po czym zaczęłam rozkładać ubrania do szaf i szafek. Zajęło mi to jakieś półgodziny. Postanowiłam pooglądać widoki za oknem. Mieszkałyśmy w centrum miasta, więc wszędzie miałam blisko. Dookoła znajdowały się centrum handlowe, butiki, park i inne sklepy. Nie mogłam się napatrzyć, i pewnie dalej bym się tym zachwycała, gdyby nie ciocia, która zawołała mnie
-Neomi! Kolacja! -Krzyknęła. Zbiegłam po schodach, i w podskokach wpadłam do kuchni. Ciocia przygotowała stos moich ulubionych kanapek. Popatrzyłam na nią rozczulona
-Jak ty mnie dobrze znasz...-Powiedziałam, i rzuciłam się na jedzenie, jak wygłodniała. Ta tylko zaśmiała cicho. Gdy na talerzu zostały tylko samotne okruszki, oparłam się o krzesło z westchnieniem. Po kilkuminutowym siedzeniu bezczynnie, postanowiłam coś zrobić. Podniosłam się powoli
-Pójdę spać...Dobranoc ciociu! -Powiedziałam. Ta odpowiedziała mi szybkim "Dobranoc", po czym zniknęła w odmętach kuchni. Szybko wyjęłam z szafy swoją ulubioną piżamę, i poszłam się umyć. gdy byłam gotowa, wskoczyłam pod kołdrę, i zaczęłam oglądać niebo, przez okno, po czym zasnęłam/

Zaczynamy ?

Witam, witam ^^ Miło mi, że tu zajrzałeś/łaś. Może najpierw powiem, o co chodzi... Na tym blogu, pisać będę opowiadanie, na podstawie gry "Słodki Flirt". Na razie nie wiem, czy będzie tutaj coś z fabuły, ale mam nadzieję, że nie zapasuję wam rozgrywki.



                                GŁÓWNA BOHATERKA

Jej imię brzmi Neomi Simmons. Urodziny obchodzi 10 Stycznia*. Ma ona jasno brązowe włosy, oraz szare oczy. Posiada ona 15 lat, i jest w pierwszej klasie liceum Słodki Amoris ;) Jest jedynaczką, więc w dzieciństwie zawsze musiała chodzić do koleżanek, aby się pobawić. Miała kochających ją rodziców, lecz przeprowadza się ona do swojej cioci, Agaty, która mieszkała niedaleko morza, do którego miała około godzinki drogi.


Bez przedłużania, zapraszam, do lektury pierwszego rozdziału ^^!




________________________________________________________

1. 10 Stycznia, Jedna, z najważniejszych dla mnie dat, więc przelałam ją do opowiadania.