Obudziły mnie denerwujące promienie słońca. które wdarły się do mojego pokoju poprzez uchylone okno. Z westchnieniem otworzyłam oczy, i powoli podniosłam się z wygodnego materaca
-No dobrze Neośka... Dzisiaj twój pierwszy dzień w nowej szkole... -Szepnęłam sama do siebie, i stanęłam przed rozchylonymi drzwiami szafy, długo zastanawiając się nad strojem. W końcu, wybrałam czarne rurki, a do tego bluzkę w paski. Szybko podreptałam wprost do łazienki, i zaczęłam przebierać się jak najszybciej umiałam. Gdy strój miałam już za sobą, postanowiłam pomalować sobie lekko twarz, w mój ulubiony sposób. Gdy wykonałam resztę rutynowych czynności, zabrałam plecak, i spakowałam do niego zeszyty, i inne przybory, które zakupiłam kilka dni przez wyjazdem do nowego miasta. Po piętnastu minutach, zarzuciłam plecak na ramię, i powoli zeszłam na dół, aby przywitać się z Ciocią, jednak nie było mi to dane. W pomieszczeniu nie było nikogo, lecz na stole dostrzegłam małą karteczkę, przy której leżały klucze i bilet na autobus. Spakowałam wymienione przed chwilką rzeczy, i zabrałam się do czytania:
"Kochana Neomi. Przepraszam, że nie dałam rady odwieźć Cię do szkoły, ale zostałam pilnie wezwana do szpitala. Kupiłam Ci już bilet miesięczny, więc na razie nie masz się czym martwić. Klucze możesz sobie zatrzymać, mam jeszcze kilka zapasowych. "
Gdy przeczytałam, zauważyłam jeszcze mały dopisek, na tyle kartki, który wspominał o numerze autobusu, który będzie jechać w kierunku. Szybko zapamiętałam numerek, i odwracając się na pięcie, zmierzałam do drzwi. Szybko ubrałam moje czarne trampki, i wyszłam z domu, po czym zamknęłam go porządnie. Wzięłam głęboki oddech, i zaczęłam zmierzać przed siebie. Do przystanku dzieliło mnie tylko sto metrów, więc po chwili się przy nim znalazłam.
-C3, C3, C3... -Mówiłam do siebie, jeżdżąc palcem po rozkładzie jazdy. Gdy odnalazłam numer mojego autobusu, okazało się, że nie jeździ on AKURAT w ten dzień, w który go potrzebowałam. Moja twarz pobladła, ponieważ nie wiedziałam, co mam teraz robić. Postanowiłam trochę pochodzić, i sprawdzić, czy czasem same nie znajdę szkoły "Słodki Amoris". Po krótkim czasie, zauważyłam rozwieszone wszędzie plakaty, z jakimiś informacjami. Oczywiście, nie wspominałabym o tym bez powodu. Znalazłam na nich adres mojej nowej szkoły. Dopiero później skupiłam się na reszcie plakatu:
"Zapraszamy wszystkich na Koncert, w szkole "Słodki Amoris"!
Grane będą znane piosenki, jak i nowe kawałki!
Muzycy:
Lysander Smith
Kastiel Simmy
Nataniel Colly
14 WRZEŚNIA 17:00 - 19:30
Słodki Amoris, Ulica Miejska 23b
ZAPRASZAMY!"
Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie wiedziałam, że moja szkoła będzie prowadziła takiego rodzaju wydarzeniu.
Szybko odpędziłam moje myśli, i zaczęłam kierować się na ulicę Miejską, podążając za drogowskazami. Miałam jeszcze około piętnastu minut czasu, więc nie stresowałam się za bardzo. Ulica Miejscka, znajdowała się bliżej, niż myślałam. Musiałam przejść przez skrzyżowanie, i skręcić w prawo, po czym już mogłam dostrzec wielki dach szkoły. Wzięłam głęboki oddech, i wdreptałam na tłoczny dziedziniec szkoły. Wszystko wokół budynku, jak i same jego ściany, było bardzo zadbane. Trawnik wyglądał na przycinany codziennie, a drzewa posiadały po przycinane gałązki. Wszystko wyglądało bardzo mile, ale chciałam przekonać się na własnej skórze, jaki charakter ma ta szkoła. Powoli weszłam przez duże, niebieskie drzwi. W środku, szkoła wyglądała tak samo zadbanie. Niebieskie szafki, ustawione po obydwu stronach korytarza, były czyste, a na podłodze nie leżały żadne śmieci. Rozglądając się tak zapomniałam, że nie wiem, co mam ze sobą zrobić, więc gdy od razu sobie o tym przypomniałam, zaczęłam szukać jakiegoś biura, lub sekretariatu, aby móc załatwić tak zwaną "Papierkową robotę", Po kilkunastu sekundach łażenia w tę i we wtę, znalazłam coś takiego, jak pokój gospodarzy. Chrząknęłam, aby sprawdzić czy czasem nie mam chrypki, i pukając, otworzyłam niebieskie drzwi. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to wielki biurko, oraz niebieskie ściany, oświetlane przez promienie słońca. Następnie, zauważyłam wysokiego, dosyć przystojnego blondyna, w krawacie oraz koszuli. Jego wzrok spoczywał na stercie papierów przed nim, lecz gdy usłyszał pukanie, od razu zwrócił swoje oczy ku drzwiom
-Witam. Co Cię tu sprowadza ? -Zapytał, przyglądając mi się od stóp do głowy.
-D-Dzień Dobry... Jestem tutaj nowa, i wydawało mi się, że powinnam była się gdzieś zgłosić... -Powiedziałam moim wysokim głosem, jąkając się nieco.
-To dobrze pomyślałaś. Usiądź, a ja zaraz poszukam dokumentów. -Powiedział, wskazując krzesło przed biurkiem, a sam wstał, i zaczął grzebać w szufladach. Po chwili, wrócił do mnie z kilkoma papierami
-Więc tak... Ty jesteś Neomi Simmons ? -Zapytał, podnosząc wzrok od papierów, i zaczął wpatrywać się w moje szare oczy
-T-Tak. To ja... -Powiedziałam nieśmiało. Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo, i przytaknął kilka razy.
-Ja nazywam się Nataniel Colly. Jakbyś posiadała jakiś problem, lub potrzebowała zwolnienia, możesz śmiało się do mnie zwrócić... -Powiedział z uśmiechem, swoją wytrenowaną formułkę. Odwzajemniłam gest chłopaka, i powoli zabrałam dokumenty, i spakowałam do torby. Podziękowałam, i wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Wyjęłam z torby plan lekcji, i szybko sprawdziłam, co mam teraz w planach. Wyczytałam, że za dwie minuty rozpocząć się miała godzina wychowawcza w klasie B. Szybko schowałam papier do plecaka, i zaczęłam iść szybkim truchtem przez korytarz. Oczywiście, jak na moje szczęście, musiałam na kogoś trafić. Poczułam, jak upadam na ziemię, a zaraz potem, moja tylna część ciała uderzyła o podłogę. Szybko podniosłam wzrok, i zauważyłam chłopaka, z białymi włosami, w wiktoriańskich ubraniach i z różno kolorowymi oczyma. Chłopak na początku nie zrozumiał, co się stało, ale później szybko uklęknął obok mnie
-Przepraszam...! Nic Ci nie jest ? -Zapytał zatroskany. Uśmiechnęłam się krzywo, i przy pomocy chłopaka, wstałam na równe nogi
-To ja przepraszam. Nie patrzyłam gdzie idę... -Powiedziałam zmieszana. Chłopak uśmiechnął się, lecz w następnej chwili, odwrócił głowę do chłopaka, który stał kilka kroków od nas. Był on czerwono włosy. Wyglądał na typowego fana rock'a
-Już idę Kastiel... -Poinformował, i znowu odwrócił się do mnie. -Nie chcę być wścibski, ale chyba nigdy się jeszcze nie spotkaliśmy ? -Zapytał spokojnie, z małym uśmiechem na ustach. Przytaknęłam powoli.
-Przeprowadziłam się tutaj ostatnio. Raczej nie mieliśmy takiej okazji -Powiedziałam, nieco zmieszana. Chłopak przytaknął, i uśmiechnął się szerzej. Wyglądał na bardzo opanowanego i spokojnego.
-W takim razie, nazywam się Lysander... Miło mi Cię poznać. -Powiedział, kłaniając się lekko. Odwzajemniłam uśmiech, i westchnęłam cicho
-Ja jestem Neomi. Również mi miło -Powiedziałam, a zaraz po tym rozległ się dźwięk dzwonka